Kolejna perełka autorstwa Iry Sachsa, ikony amerykańskiego kina niezależnego, autora Przejść (23. NH), Frankie czy Zostań ze mną. Tym razem reżyser przenosi nas w lata 70. i zamyka w nowojorskim apartamencie Lindy Rosenkrantz – grana przez zjawiskową Rebeccę Hall pisarka spędzi w nim czas z fotografem Peterem Hujarem (jak zwykle bezbłędny Ben Whishaw). Opowie jej on o swoim zwyczajnym dniu: tylko tyle i aż tyle, bo stanie się to okazją, by naszkicować panoramę nowojorskiej bohemy tej epoki. Scenariusz do filmu napisało samo życie – powstał on na kanwie nagrania magnetofonowego sprzed 50 lat, którego transkrypcję odnaleziono w jednej z bibliotek.
Warstwa wizualna to już natomiast popis fantazji reżysera, który ustawia bohaterów w pozycjach wzorowanych na fotografiach Hujara, pozwalając im na wyjątkową intymność. Przygląda się też stylowym wnętrzom, a choreografia postaci okazuje się tu istotna, jak sama rozmowa. Niezwykła zmysłowość tego filmu kryje się nie tylko w brzmieniu pięknej angielszczyzny, ale i grubym ziarnie zdjęć zrealizowanych w długich ujęciach na taśmie 16 mm. Dzień Petera Hujara jest rodzajem listu miłosnego do medium fotograficznego i filmowego oraz bohaterów zatrzymanych w czasie. W momencie, zanim epidemia AIDS na zawsze odmieniła oblicze Nowego Jorku.
(opis festiwalu Nowe Horyzonty Adam Kruk)